czwartek, 5 grudnia 2013

2 część 7

... Gdzieś w oddali słyszałam głos Jamie'go i Andy'ego. Ale byli daleko. Przynajmniej tak mi się wydawało. Byłam na schodach prowadzących do salonu i przyglądałam się Alexowi rozmawiającym z kobietą podszywającą się pod moją matkę.
- Jak mogłaś dopuścić do ich ucieczki?! - Wrzeszczał na kobietę Alex.
- Ja? Chyba ty i twoja straż!
- Juliett, to ty nie przekonałaś jej do końca! - To była wizja przyszłości, uświadomiłam sobie.
- Nie, jakbyś zapomniał to ona jest śniącą, mogła mieć wizję! - Śniącą? Oni mówili o mnie? Jeśli tak to mieli rację.
- Jednej nocy straciliśmy praktycznie wszystkich sprzymierzeńców i dwie śniące! - W tej samej chwili drzwi się otworzyły i do pokoju weszła kobieta w szarym płaszczu, na głowę miała zarzucony kaptur, który zasłaniał jej twarz.
- No w końcu. - Powiedział Alex z wyraźnym westchnieniem ulgi. Kobieta zrzuciła kaptur. Zaparło mi dech w piersiach, miałam wrażenie że zaraz zemdleję, chociaż teoretycznie byłam już nieprzytomna. To była moja adopcyjna matka. Ta, która mnie wychowała. Ta, u której mieszkałam. Ta, którą do niedawna uważałam za moją biologiczną matkę i ta, której bezgranicznie ufałam. Co ona tu robiła?
- Obiecałam że przyjdę, wiec jestem. - Powiedziała z uśmiechem i przytuliła Alexa jak starego przyjaciela. Wsunęła rękę w jego czarne, farbowane, włosy. Potem oboje usiedli na kanapie i zaczęli rozmawiać, kompletnie ignorując Juliett.
- Clov uciekła, razem ze swoją matką. - Powiedział z poważną miną. Przyjrzałam mu sie. Po przefarbowaniu włosów bardzo przypominał Andy'ego, jednak Andy był bardziej wyluzowany. No i młodszy. Potrafił rozluźnić każdą sytuacje, a Alex wydawał sie być cały czas spięty. No i Alex nie miał jego tatuaży.
- O cholera! No i co teraz? - Zapytała.
- Może wróci do ciebie.
- Skoro uwolniła Sophię to na pewno nie wróci!
- To ... - głosy Jamie'go i Andy'ego stały sie głośniejsze, za to Alexa przycichł. Obraz stał sie rozmazany, nagle całkiem zniknął. Poczułam że spadam i otworzyłam oczy. Półleżałam na podłodze w lochu. Nade mną  pochylali się Jamie i Andy. Na ich twarzach rysował się wyraz zaniepokojenia. Andy miał na policzku rozcięcie, z którego sączyła się krew. Jamie miał zranioną rękę. Miałam ochotę rzucić się na szyję ... no właśnie, komu? Jamie'mu czy Andy'emu? Uświadomiłam sobie że kocham ich obydwu. Akurat w takim momencie? Postanowiłam ze zostawię obu w niepewności, ale Jamie w tej samej chwili przytulił mnie i podniósł do pozycji siedzącej. Cały czas mnie przytulał i zaczął mówić.
- Przepraszam, Clov przepraszam cie! Kocham cię! Nie chciałem tak na ciebie nawrzeszczeć. Wybacz. - Przytuliłam go mocniej i spojrzałam na Andy'ego. Odwrócił wzrok, ale jego twarz nie zdradzała co czuje. Tak jak zazwyczaj, robił dobrą minę do złej gry.
- Spokojnie. Gdzie Megan i Steven? - Zapytałam i odsunęłam się od Jamie'go. Złapał mnie za rękę i zobaczyłam że w cale nie jest ranny. To czyja była krew na jego rękawie? Zaczęłam się niepokoić. Andy otarł krew z policzka, ale i tak zaraz z rany popłynęły nowe strużki.
- Walczą na zewnątrz. - Powiedział Jamie i popatrzył mi prosto w oczy. - Nie martw się, nie są sami. Nowa ... tożsamość Trenta przynosi skutki. Sprowadził kilka wilkołaków do walki. Jest z nimi też Vic. - Wyjaśnił, jakby wyczytał mój niepokój z oczu. - Znalazłaś matkę?
- Tak, jest dalej w lochu, ale wszystko nam wyjdzie, mam plan.
- Ni ci nie jest? - Zapytał Andy. Odezwał sie pierwszy raz.
- Nie, czemu?
- Wiesz, znaleźliśmy cię leżącą na ziemi i sztywną. Byłaś zimna jak lód. - Wyjaśnił Jamie uprzedzając Andy'ego. 
- Wszystko dobrze, miałam wizję, uda nam się! Ja teraz szukałam zbrojowni bo nie mam broni a was zobaczyłam. - Andy wyjął spod kurtki sztylet myśliwski i mi go podał. Wzięłam go i wstała. Wszyscy ruszyliśmy biegiem do wyjścia. Na zewnątrz widok był przerażający. Demony różnej razy walczyły z wilkołakami w ludzkiej postaci. W mroku mignęły mi gdzieś rude włosy Vic i blond włosy Megan. Stevena nie rozpoznawałam. Szybko wkroczyłam w wir walki. Chociaż nie było już tylu przeciwników i tak było ciężko. Jeden ze szponów demona rozorał mi skroń. Zabiłam go jednym płynnym ruchem, sztyletu. Po dłuższym czasie wygraliśmy walkę. Wilkołaki się wycofały a ja przytuliłam Trenta, Vic i Megan. Mama wyszła z lochów i stała z nami na polu bitwy. Razem odlecieliśmy. Andy pożyczył auto od Stevena i odwiózł Vic i Trenta a potem przyjechał do domu Jamie'go. Wszystko byłoby już wspaniale, gdyby nie moja wizja...

piątek, 29 listopada 2013

Bilet

                                                              PILNE!!!

Wpis nie dotyczy opowiadania, ale mam do was sprawę. Jest może ktoś kto miałby do sprzedania bilet na koncert zespołu Black Veil Brides do Poznania na 2 grudnia? Wiem że zostało strasznie mało czasu ale znajoma szuka biletu. Jeśli jest ktoś taki niech napisze do mnie na e-mail Shadowhunter2000@interia.pl a ja podam kontakt do znajomej. To bardzo dla niej ważne.

środa, 27 listopada 2013

2 część 6

... - Tęskniłam za tobą - Powiedziała po raz dziesiąty kobieta, która podawała się za moją mamę. Starałam się nie zdradzać z tym że znam prawdę. Widziałam że to nie mama. Alex mnie oszukał. Sprowadził podobną kobietę, a mama dalej była wieziona w lochach. Ale dalej nie wiedziałam dlaczego ja jestem w rezydencji a nie w jej celach. Siedziałam teraz przy stole i swobodnie rozmawiałam z Alexem. Jednak moja swoboda była tylko powierzchowna. W środku walczyłam z chęcią chwycenia noża do krojenia pieczywa i wbicia go Alexowi w serce. Jednak musiałam się powstrzymywać, żeby chronić prawdziwą mamę. Po kolejnych dwóch godzinach i zjedzeniu kolacji, powiedziałam że jestem zmęczona i wróciłam do mojej sypialni. Zamknęłam drzwi na klucz i szybko pobiegłam do moich ubrań leżących na łóżku. Złapałam spodnie i pomacałam kieszeń z szybko bijącym sercem. Gdy wyczułam telefon odetchnęłam głęboko. Na całe szczęście nie wyjęłam go. W drugiej kieszeni znalazłam sztylet, który dał mi Jamie. Usiadłam na łóżku i odblokowałam telefon. Sprawdziłam czy nikt nie stoi na drzwiami i wybrałam numer Jamie'go. Odebrał dopiero gdy drugi raz spróbowałam się połączyć. Ale nie, nie on. Głos po drugiej stronie należał do Andy'ego.
- Clov? Co z tobą? Gdzie jesteś? - Zapytał zdenerwowanym głosem.
- Wszystko w porządku. Tak jakby. Jestem w rezydencji Alexa. Gdzie Jamie?
- Skontaktował się z Lacuną. Strasznie się o ciebie boimy. Nie dawałaś znaku życia przez całą noc. Dopiero teraz się odezwałaś! Jamie zadzwonił do mamy i o wszystkim jej powiedział. Teraz właśnie na nią czeka. Wspólnie zadecydujemy co dalej.
- Odezwałam się dopiero teraz bo niedawno się obudziłam. Ale nie jestem więziona. Przed chwilą jadłam kolację z Alexem i mamą.
- Znalazłaś ją?
- No tak jakby ... to chyba nie jest moja prawdziwa mama. W moim śnie była więziona, wychudzona i w jej oczach było widać smutek a kobieta, z którą przed chwilą jadłam była zdrowa, wyglądała świetnie i śmiało rozmawiała z Alexem, nawet żartowała. To nie może być ona. Mama dalej jest gdzieś w lochach. Ale jestem jej blisko. Mi jak na razie nic nie grozi.
- Odbijemy was obie. Zadzwonię jeszcze później a jak na razie to nie rozmawiaj za dużo z Alexem o nas, ale nie okazuj też niechęci do niego, niech zobaczy że mu ufasz. I traktuj tę kobietę jak swoją matkę. Jak już coś zadecydujemy z Lacuną to ktoś sie odezwie, a ja zadzwonię rano. Trzymaj się. - Powiedział i się rozłączył. Będzie dobrze, będzie dobrze, powtarzałam sobie w myślach. Dopiero teraz zauważyłam że w pokoju nie ma żadnych okien. Chyba jednak Alex nie jest aż taki głupi. Bał sie ze spróbuję uciec. Położyłam się na łóżku. Ostatnie słowa jakie wypowiedziałam do Jamie'go to to żeby dał mi spokój. Teraz być może już się nie spotkamy. Żeby mnie odbić, będą musieli stoczyć walkę z hordą demonów Alexa. I z innymi Aniołami, których przeciągnął na swoją. I z nim samym. Być może ktoś zginie. I to z mojej winy. Nie, nie mogłam tak myśleć. Teraz musiałam sie skupić na tym żeby Alex mi zaufał. I na tym żeby znaleźć mamę. Dzisiaj w nocy pójdę jej szukać.
***
Po 1 w nocy zeszłam na parter. Starałam się przypomnieć drogę, którą Andy mnie stąd wyprowadził. Poszłam na koniec korytarza. Tak jak pamiętałam, tamte drzwi prowadziły do lochów. Otworzyłam je powoli i stanęłam na pierwszy schodek. Dziwne było to że drzwi były otwarte. Ale teraz sie tym nie przejmowałam. Zbiegłam na dół i ruszyłam na poszukiwanie celi, w której była uwięziona mama. Po długiej chwili znalazłam ją. W celi w kącie siedziała ze spuszczoną głową kobieta. Podeszłam do krat celi.
- Mama? - Zapytałam cichym głosem. Gdy kobieta uniosła głowę miałam wrażenie że zaraz się rozpłaczę. To była moja mama! Wyglądała jak w wizji.  Poczułam że łza spływa po moim policzku. Otarłam ją skrawkiem rękawa. Mama poderwała się i podbiegła do drzwi celi. Była trochę wyższa ode mnie.
- Clover? To ty? - Zapytała a po jej policzkach również spłynęły łzy.
- Tak. Mamo, ja ... -Powiedziałam ale przerwał mi huk na zewnątrz. Potem usłyszałam krzyk Megan i szybko podbiegłam do ściany dzielącej korytarze. Na haku wisiały klucze z podpisami cel. Nie wiedziałam czy Alex jest głupi czy po prostu takiego zgrywa. Złąpałam klucz od celi mamy i szybko przekręciłam go w zamku. Podbiegłam do małego zakratowanego okienka i wyjrzałam przez nie. Zobaczyłam Magan walczącą z dwójką demonów. Za nią widziałam nogi Andy'ego. Skoro byli oni to musiała być i reszta. Przyszli po mnie szybciej niż się tego spodziewałam. Jednego dnia tu nie spędziłam.
- Mam plan. Masz lucz i zamknij się w celi. Udawaj że mnie tu nie było. Ja muszę im pomóc! - Powiedziałam wciskajac de ręki mamy klucz. Ona na mnie popatrzyła i mnie przytuliła. Odwzajemniłam uścisk, ale chwilę potem już wychodziam z celi.
- Mamo, wiesz gdzie tu mają zbrojownię? - Zapytałam z nadzieją.
- W drugim korytarzu. Kiedy sie dowiedziałaś kim jesteś? - Zapytała.
- Dwa dni po moich 16 urodzinach. Muszę iść, ale wrócę. Schowaj klucz. Steven też tu jest. - Powiedziałam i odbiegłam. Gdzie tu się wchodziło na drugi korytarz. Nie miałam pojęcia wiec działałam spontanicznie. Stanęłam przed ścianą dzielącą korytarze, rozwinęłam skrzydła i zamachałam nimi. Uderzyły w ścianę. Ta zachwiała się i rozpadła. Klucze posypały sie na podłogę, a ściana upadała w kawałkach z głuchym hukiem na podłogę. Jej, skrzydła rzeczywiscie sa silne. Wbiegłam w drugi korytarz i zaczęłam szukać zbrojowni. Wzięłam głęboki wdech i wszystko sobie podsumowałam, ale na dwa warianty. Pierwszy był taki, że jeśli uda nam się zwyciężyć armię Alexa, wydostaniemy stąd mamę i wrócimy do domu. Na tym mi zależało, ale jeśli coś pójdzie nie tak to wszyscy mogą ginąć lub zostać uwięzieni. Musiałam im pomóc, lecz nagle zrobiło mi się słabo. Zachwiałam sie. Oparłam się o ścianę i powoli po niej zsunęłam się na podłogę. Przed oczami zrobiło mi się ciemno. Ostatnie co usłyszałam to głos Jamie'go wołający moje imię. Potem była już tylko nicość...

Wybaczcie

Przepraszam was bardzo. Strasznie długo nie wchodziłam na bloga, ale miałam kompletną karę. Teraz już się poprawię i postaram się dodawać części mniej więcej 2 razy na tydzień. Mam nadzieję że tą długą nieobecnością nie stracę fanów xd Kto dalej tu jest? Liczę że wspólnie szybko przywrócimy blogu dużą czytalność (jest takie słowo? :D ) Już biorę się za pisanie kolejnego rozdziału!

niedziela, 27 października 2013

Co o tym myślicie?

Mam pomysł na całkowicie nowe opowiadanie i myślę o założeniu bloga, na którym będę je publikowała. Czy bylibyście zainteresowani? Oto krótki opis o czym ewentualnie by było:

Miley i Megan były najlepszymi przyjaciółkami odkąd pamiętały. Od ponad roku planowały wyjazd na całe wakacje do Londynu, z dala od rodziców, znajomych i problemów. Gdy tylko zaczęły sie wakacje obie opuściły rodzinne Los Angeles. Na początku wszystko układało się świetnie. Aż do dnia, w którym wracając z koncertu podsłuchały rozmowę dwóch kobiet. Gdzieś na przedmieściach znajdował się stary szpital. Na kolejny dzień włamały się tam i od tej chwili całe ich życie się zmieniło. Od niewinnego życia w słonecznym Los Angeles, przez włamanie, po policję i poprawczak oraz tajemnicę...

I co sądzicie? Nie zdradzałam zbyt wiele, ale niezbyt dobrze piszę streszczenia gdy mam już w głowie pomysł na coś dłuższego. Gdybym bardziej sie rozpisała to powstałaby tu już cała jedna część :3 No ale jeśli jesteście ciekawi tego opowiadania, to piszcie w komentarzach. Może coś z tego będzie i będę miała już na swoim koncie dwa blogi :D Ale w razie czego nie martwcie się, nie zrezygnuje z tego tu bloga, póki mam wenę będą tu powstawały nowe części ;)
Piszcie też do mnie na e-maila Shaowhunter2000@interia.pl Chętnie odpiszę na każdą wiadomość ;)

sobota, 26 października 2013

2 część 5

... Obudziłam się. Byłam zdyszana i czułam że na moim czole perlił się pot. W pokoju było ciemno. Jedynym źródłem światła była lampka zapalona na szafce nocnej. W jej blasku widziałam Andy'ego siedzącego na brzegu mojego łóżka.
- Co się stało? - Zapytał gdy spostrzegł że się obudziłam.
- Mama żyje. Jest w lochach rezydencji Alexa. Muszę z nim porozmawiać! On musi ją wypuścić! - Ostatnie zdanie prawie wykrzyczałam. Andy zobaczył jak bardzo ejstem zdenerwowana. Siadł głębiej i mnie przytulił.
- Clov, spokojnie. Porozmawiamy z nim ale już nie dzisiaj. - Próbował mnie uspokoić. Nie, ja nie mogłam tyle czekać. Wyrwałam się z jego uścisku i wybiegłam z pokoju. Zbiegłam po schodach. Nikogo już nie było, pewnie spali. Dotarłam do drzwi prowadzących do zbrojowni oraz lochu. Weszłam przez nie i w połowie schodów się zatrzymałam. Dotknęłam ściany, ale ona ani drgnęła. Musi być coś, dzięki czemu drzwi się otworzą. A może chodzi o krew? Potarłam dłonią o szorstką ścianę i zobaczyłam kropelki krwi wypływające z ranek. Znowu przyłożyłam rękę do ściany i tym razem zadziałało. Tynk ze ściany jakby się obsypał i ukazały się żelazne drzwi. Otworzyłam je jednym mocnym pchnięciem i weszłam do środka. Alex siedział na podłodze. Stara lampa oliwna oświetlała pomieszczenie. Dopiero teraz zobaczyłam podobieństwo miedzy nim a Andy'm. Taki sam kształt twarzy, takie same usta, po ufarbowaniu włosów przez Alexa można by było ich pomylić. Podeszłam do niego bliżej.
- Wypuść mamę! - Zażądałam bez zbędnych wprowadzeń.
- Ciekawe co skłoniło cię do uwierzenia mi. Czyżbyś miała sen?
- Tak, ale teraz to nieważne...
- Wręcz przeciwnie. Wiesz że ona też miała moc? Taką samą jak ty? Wiesz że to moja matka ją porwała?
- Co? Jak to?
- Czyli nie wiedziałaś? Ona miała tą samą moc co ty. Moja matka dwa lata po moim narodzeniu dowiedziała się o wszystkim. O innym świecie. A to wszystko przez demona z którym zaczęła się spotykać. Ale on chciał ją tylko wykorzystać. Razem zorganizowali atak i porwali Sophię. Chcieli od niej tego samego czego ja teraz chcę od ciebie. Twojej mocy. Lecz ona nie chciała im nic mówić. Miałem trzy lata gdy dowiedziałem się że będę miał brata. W tedy jeszcze nie wiedziałem że "człowiek" który jest z moja matką jest tak naprawdę demonem. A to wszystko dlatego że był to Azazel. On wyglądał jak normalny mężczyzna, ale w końcu zacząłem coś wyczuwać. Po urodzeniu Andy'ego. On nie zachowywał się jak normalne dziecko. Miałem 4 gdy on się urodził...
- Czyli on ma...
- 17 lat. Ja 21, tak. Andy szybko zaczął chodzić i mówić. Za szybko. Jak miałem 6 lat zobaczyłem jak podpalił auto własną rękę. Tylko go dotknął.
- Ale gdzieś czytałam ze twoja matka zginełam jak miałeś 4 lata.
- Zginęła kilka dni po porodzie, w wypadku. Wychowywał nas ojciec, demon. Kilka lat później wyjechał na wojnę, z której nie wrócił, a mnie i Andy'ego wzięli do domu dziecka. Szybko znaleźliśmy rodziny, le je nie chciałem tak żyć. Andy z wiekiem zaczął upodabniać się do ojca. Czarne włosy i niebieskie oczy miał od zawsze i przez to najbardziej go przypominał. Mnie w końcu wzięli do poprawczaka, a w tedy on już wiedział. Wiedział ze jest czarownikiem. Zaczął się tatuować, ubierać bardziej wyzywająco. Uważał że taka osoba jak on musi odstraszać innych żeby nie zrobić im krzywdy. Ale potem ja uciekłem, a on? On mnie znienawidził. Nie widzieliśmy się długi czas, aż do spotkania w szkole.
- Czyli twoja matka zaczęła się spotykać z demonem i oni razem porwali mamę? A co z twoim ojcem?
- Mój ojciec? Zostawił nas gdy się urodziłem.
- Ale po co ci moja matka i ja? No po co?
- Chcę wiedzieć co będzie. Chcę wiedzieć na co mam sie przygotować. Co będzie dalej.
- Wypuść ją! Weź mnie, ale ją wypusc! - To teraz już koniec. Nie bierze mnie, mama już za dużo wycierpiała.
- Jesteś pewna że tego właśnie chcesz? - Zapytał z lekkim uśmieszkiem na ustach.
- Tak.
- Jamie zostawił klucz w salonie na stole. Przyjdź tu z nim i mnie rozkuj. Potem oboje wrócimy do rezydencji a twoja mamusia zostanie wypuszczona. - Wyszłam z celi nie zamykając jej. Działałam po presją. Andy za mną nie poszedł, może to nawet lepiej. Wzięłam duży klucz leżący na stole i wróciłam do celi. Podeszłam do Alexa i przekręciłam klucz w jego kajdanach. One opadły z brzękiem na kamienną podłogę. Alex roztarł nadgarstki i wstał. W tedy usłyszałam kroki na górze. Po chwili w drzwiach celi pojawił się Andy a za nim Jamie, Steven i Megan. Popatrzyli na mnie zaniepokojenia. Andy postawił krok do przodu a w tedy Alex złapał mnie za ramię i nagle wszystko w okół zniknęło. Ostatnie co zobaczyłam to Andy i Jamie biegnący w moją stronę a potem ogarnęła mną ciemność. 
***
Otworzyłam oczy. Leżałam na ogromnym łóżku. Byłam przykryta aksamitną czarną kołdrą i miałam na sobie koszulę nocną. Usiadłam i rozejrzałam się w około. Znajdowałam się w ogromnej sypialni. Ściany były białe a meble złote i czarne. Sufit był wysoko i był pomalowany jakby niebo w nocy. Wyszłam z łóżka i przypomniałam sobie co stało się niedawno. A może nie tak nie dawno. Nie wiem ile spałam. Koło łoża stały miękkie kapcie, Wsunęłam w nie stopy i podeszłam do szafy stojącej niedaleko. W środku znajdowały się różne ubrania. Od jeansów po spódnice. Od podkoszulek po suknie. Na dole szafy równo w rządku stały ułożone różne buty. Trampki w rozmaitych kolorach, glany, balerinki, obcasy, koturny i szpilki. Wygrzebałam czerwoną koszulkę i granatowe jeansy i ubrałam je na siebie. Wzięłam pierwsze lepsze trampki, i wsunęłam je na nogi. Przejrzałam także bluzy i kurtki. Wybrałam bluzę z czarnymi ściągaczami u rękawków i białą resztą. Czemu jestem akurat tu a nie w lochach gdzie wcześniej. Otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz. Był długi i jasny. Ruszyłam w lewą stronę, ponieważ usłyszałam tam głosy. Doszłam do schodów, a głosy stały się głośniejsze. Spośród nich wyróżniłam głos Alexa i byłą tam jeszcze jakaś kobieta. Zeszłam o dwa stopnie w dół i zobaczyłam ogromny, piękny salon. Na jednym z foteli w rzeczywistości siedział Alex a drugi zajmowała moja mama. Rozmawiali jakby dobrze się znali, jednak byłą miedzy nimi wyczuwalna nuta nienawiści. Zeszłam na sam dół. Oboje odwrócili głowy w moją stronę. Mama poderwała sie z fotela i podbiegła do mnie i przytuliła mocno. Jednam nie podobało mi się to co przed chwilą zobaczyłam. W moim śnie mama była w lochu, wygłodzona i zmarznięta a ta kobieta wyglądała jakby świetnie się czuła. Coś było w tym wszystkim nie tak...

poniedziałek, 21 października 2013

2 część 4

... - Czemu nie powiedziałaś mi że sie z nim spotkałaś?! - Zapytał mnie Jamie gdy tylko zostaliśmy smai w salonie.
- Sama nie wiem, chyba dlatego że wiedziałam że zaraz zaczął byś go szukać!
- Oczywiście że zacząłbym go szukać! Czemu nie miałbym tego zrobić?
- Bo mówi że mama żyje!
- To nieprawda Clov! Jesteś głupia jeśli uważasz że Alex mówi prawdę. - Głupia? Nazwał mnie głupią? Ze zdenerwowania zacisnęłam ręce w pieści.
- Nie nazywają mnie głupią! - Wykrzyknęłam.
- Jesteś głupia! Kto mądry mu wierzy?!
- Na przykład ty! Uwierzyłeś jak powiedział że spotkaliśmy sie w lesie!
- Ale ty to potwierdziłaś idiotko! - Tego było już za dużo. Odwróciłam się i ruszyłam do schodów.
- Gdzie ty idziesz?
- Zostaw mnie w spokoju! - Krzyknęłam i pobiegłam na górę. Za wszelka cenę chciałam być teraz jak najdalej od niego. Weszłam do swojego pokoju i z hukiem trzasnęłam drzwiami. Zamknęłam drzwi na klucz i odwróciłam sie. Na skraju mojego łóżka siedział Andy. Maił spuszczoną głowę i jego jeszcze wilgotne włosy opadły mu aż do szyi całkowicie zasłaniając twarz. Siadłam koło niego i położyłam mu rękę na ramieniu. Odgarnęłam mu włosy z twarzy na bok, tak jak miał w zwyczaju się czesać. Popatrzył na mnie.
- Teraz już wiesz. - Powiedział cichym głosem.
- O czym?
- O tym czym jestem. O tym że jestem demonem.
- To nic wielkiego. A w dodatku tylko w połowie. - Starałam się go pocieszyć.
- Dla ciebie to może rzeczywiście nic wielkiego ale dla mnie to dużo znaczy. Jestem inny.
- No właśnie. Inny. Nie gorszy, lecz inny. Jesteś wyjątkowy. Gdyby nie ty, poleglibyśmy w tedy w szkole.
- I tak was złapali! A do tego sprzeciwiłem się przeciwko własnemu bratu. - Nie dawał za wygraną. W jego oczach widziałam smutek i cierpienie.
- Ale inaczej moglibyśmy nawet zginąć! A twój brat jest przykładem na to że człowiek może być o wiele gorszy niż pół demon. Jesteś świetny! A dzisiaj ocaliłeś mi życie! Gdyby nie ty to albo bym nie żyła albo gniła w celi Alexa.
- Może masz rację. - Andy lekko się uśmiechnął.
- Oczywiście ze mam!
- A właściwie co się stało że weszłaś do pokoju taka zdenerwowana?
- Pokłóciłam sie z Jamie'm.
- O co poszło?
- Powiedział że jestem głupia i nazwał idiotką.
Przez chwile patrzyliśmy sobie prosto w oczy a potem Andy się do mnie przysunął. Najpierw sprawiał wrażenie jakby wale nie chciał mnie pocałować. Potem objął mnie i przysunął do siebie. Odwzajemniłam uściska. Pocałunek nabrał namiętności. Nie było niczego poza nim. Uświadomiłam sobie nagle że było mi z nim dobrze. Że przyjacielskie relacje przerodziły się w coś głębszego. Nie czułam tego do póki nie pocałowaliśmy sie. Zakochałam się w nim a on we mnie. Zawsze był przy mnie gdy tego potrzebowałam. Ocalił mnie w zaułku. Musiał w tedy za mną iść. Jego usta były miękkie i słodkie. Pachniał męskimi perfumami i odrobiną wanilii. Mogłabym spędzić z nim całą wieczność, lecz nagle przypomniałam sobie o Jamie'm. Byłam z nim od prawie miesiąca. Lecz często sie kłóciliśmy. Może za często? Może ta kłótnia przelała czarę? Może to Andy był tym jedynym? Od Andy'ego oderwał mnie dopiero telefon dzwoniący w mojej kieszeni. Odsunęłam się trochę od niego i odebrałam komórkę, na której wyświetlaczu pojawiła sie uśmiechnięta twarz Trenta.
- Gdzie ty jesteś? Jest już 16:24 a ciebie nie ma! - Rozległ się zdenerwowany głos przyjaciela.
- Wybacz, sprawy troche się skomplikowały. Wszystko wam wyjaśnię ale nie teraz.
- A kiedy? Przyjdziesz?
- Nie, nie przyjdę. To skomplikowane. Przyjdźcie jutro po szkole.
- CLov, jutro jest sobota.
- No tak, to przyjdźcie jak tylko będziecie chcieli. Jestem tu cały czas.
- Ok. Do zobaczenia.
- Pa - Powiedziałam i rozłączyłam się. Andy popatrzył na mnie i znów się uśmiechnął.
- No... ja...
- Cicho. Nic się nie stało.
- Clov, bo... ja wiem że chodzisz z Jamie'm ale ja... zakochałem się w tobie. - Powiedział nagle trzymając moją rękę. Spodziewałam się takiego wyznania. Tyle ze nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć. Gdybym mu powiedziała że ja go też kocham, zrobiłabym z siebie totalną kretynkę, bo chodzę z Jamie'm. Jeśli powiedziałabym ze ja nic do niego nie czuję to po pierwsze bym skłamałabym a po drugie jeszcze bym go zraniła.
- Wiem - Powiedziałam tylko. Pomyślałam że ta odpowiedź będzie najlepsza ale gdy już wyszła z moich ust to zobaczyłam jak głupio to zabrzmiało. Trochę jakby mnie to nie obchodziło, trochę jakbym się spodziewała że to powie a trochę jakbym mówiła najprostszą rzecz świata. Szybko dodałam. - Też czuję do ciebie coś więcej.
- Co?
- Też cię kocham! - Trudno, niech myśli co chce, nie mogłam tego przed nim ukrywać.
- A Jamie?
- Wiem. Jestem łamiącą serca kretynką ale ja ... kocham was oboje. - Chwilę znów panowała całkowita cisza, a potem Andy wstał z łóżka.
- Gdzie idziesz?
- Tylko p coś do picia. Ale zaraz wrócę. Obiecuję. Też coś chcesz?
- Tak. Wodę.- Andy przekręcił klucz w zamku i wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. Zostałam sama w pokoju. Na zewnątrz wciąż padał deszcz. Jego krople rozbijały się o okno tworząc zasłonę oddzielającą mnie od świata. Nie, to nie deszcz stworzył zasłoną tylko mój umysł. Nie chciałam wychodzić. Na zewnątrz nie czułam się bezpieczna. Dzisiejszy dzień był na to dowodem. Ale w końcu go złapaliśmy. Położyłam sie do łóżka i zasnęłam.
***
Loch był ciemny i mroczny. Nie było w nim żadnych świateł. W ciasnym korytarzu były drzwi do jeszcze ciaśniejszych cel. W jednej z nich w kącie siedział jakiś cień. A dokładniej kobieta. Była owinięta w cienki, dziurawy kocyk. Uniosła twarz. Miała długie czarne włosy. Śliczne zielone oczy ze złotymi plamkami w tym momencie były pełne przerażenia i smutku. Lecz plamki wskazywały na jej rasę. Twarz kobiety była strasznie wychudzona, lecz piękna. Pełne usta były naturalnie czerwone. Wydawało mi się ze ją znam. Oczywiście że ją znam. To była pierwsza osoba jaką poznałam. To była moja matka....